Wyjazd alumnów oprowadzających gości, turystów, dzieci i młodzież po lądzkim klasztorze, wpisuje się już w tradycję naszego seminarium. W tym roku odbył się w weekend, w połowie października. Za cel naszej podróży obraliśmy Dolny Śląsk i znajdujące się tam klasztory cysterskie oraz pocysterskie. W sobotę odwiedziliśmy Lubiąż. Znajduje się tam największy klasztor w Polsce. Z powodu historycznych zawirowań popadł w ruinę i został rozgrabiony, ale mimo to robi ogromne wrażenie. Z zewnątrz wciąż można podziwiać barokową fasadę, mającą 223 metry długości. Trasa zwiedzania obejmuje dwie bogato zdobione barokowe sale, które pokazują jak okazały był ten klasztor w czasach największej świetności.

          Z Lubiąża pojechaliśmy do Krzeszowa. Nie spotkamy tam już dzisiaj cystersów, choć klasztor zajmują teraz mniszki benedyktynki. W Krzeszowie znajduje się też diecezjalne sanktuarium, z malutką, słynącą łaskami ikoną Maryi. Jest to również najstarszy obraz Maryjny w Polsce.

          Wieczorem dotarliśmy do Henrykowa, gdzie do dziś przebywają cystersi. Oprócz tego znajdują się tam alumni pierwszego roku z seminarium diecezji wrocławskiej. Zostaliśmy ciepło przyjęci i w niedziele rano po Mszy świętej zwiedziliśmy klasztor. Właściwie czuliśmy się tam jak u siebie, w Lądzie, gdyż cystersi dbali o podobny układ pomieszczeń klasztornych, zatem z łatwością mogliśmy odnaleźć refektarz, kapitularz i kościół.

        W niedzielne popołudnie pojechaliśmy na Zamek Książ w Wałbrzychu. Zbudował go w XIII wieku książę Bolko I, wywodzący się z rodu Piastów śląskich. Później zamek kilka razy zmieniał właścicieli i był przebudowywany. Najdłużej należał do rodziny Hochbergów. W czasie drugiej wojny światowej naziści przejęli zamek i przebudowali na najnowocześniejsze centrum dowodzenia z apartamentem i schronem podziemnym dla Hitlera.

         W drodze powrotnej zajechaliśmy do Lubina i odwiedziliśmy mamę kl. Krzysztofa Pałuckiego. To byłoby poważne uchybienie, gdybyśmy będąc w okolicy nie zawitali w jego rodzinnym domu. W wyjeździe brał udział prawie cały kurs II – warto zaznaczyć, że mieszkając razem i dzieląc powołanie salezjańskie, zżywamy się ze sobą – dlatego te odwiedziny były dla nas takie ważne.