DSC_0044Ląd nad Wartą znany jest przede wszystkim jako postnowicjat Towarzystwa Salezjańskiego dla terenów Polski i byłego Związku Radzieckiego oraz klasztor pocysterski. Część alumnów stara się podnosić swoje kwalifikacje, jeśli chodzi o wiedzę historyczną i kulturową o Lądzie, by jako przewodnicy prowadzić ludzi, pokazywać im piękno klasztoru, a także, co chyba najważniejsze, przybliżać w ten sposób Boga. Oni też rokrocznie udają się na wycieczkę œśladami cysterskimi, by móc poszerzyć swoją wiedzę i doświadczenie przewodnika. Jest to forma docenienia ich posługi. W weekend 8-10 listopada i my, tegoroczni przewodnicy, byliśmy na takim wyjeździe.

Dzień I – piątek
Po wykładach i obiedzie czym prędzej ruszyliśmy. Kto jak kto, ale salezjanie są żądni wiedzy, a wycieczka była daleka, bo aż 240 km. W ten sposób dotarliśmy do Henrykowa. Klasztor pocysterski, który tam stoi, znany jest Polakom z pierwszego polskiego zdania, zapisanego w Księdze Henrykowskiej: „Day ut ia pobrusa, a ty poziwai”. Ogromne gmaszysko, spowite mrokiem, zrobiło na nas piorunujące wrażenie. Przewodnikiem okazał się alumn wrocławski, będący na „annus propedeuticus” (roku przygotowawczym), który w Henrykowie odbywa się od 1990 roku. Bardzo miło i kompetentnie nas oprowadził po klasztorze. Wydawało się nam, że nic nas zaskoczyć specjalnie nie może – a jednak portret œśw. Jana Bosko umieszczony na jednym z korytarzy klasztornych wywołał na twarzach niektórych z nas grymas zdumienia. Jak widać, Pan Bóg lubi robić niespodzianki. Mogliśmy też zwiedzić kościół, którym dalej opiekują się cystersi, choć w 95% klasztor nie należy już do nich. Ze względu na późną porę nie udawaliśmy się na zwiedzanie innych klasztorów, przekładając to na dzień następny. Udaliśmy się za to do Ząbkowic Śląskich, dokąd po przygodach dotarliśmy i mogliśmy spokojnie przeżyć wieczór, odmawiając nieszpory i posilając się, a w międzyczasie oglądając film o ks. Popiełuszko.

Dzień II – sobota
Bardzo bogaty w wydarzenia dzień. Z samego rana szybkie śniadanie i ruszamy w drogę. Najpierw pojechaliśmy do Kamieńca Ząbkowickiego, gdzie jest piękny kościół, którego mury świadczą o tym, że pamięta czasy średniowiecza. Był on również scenerią filmu „Teraz i zawsze”. Niestety, nie mogliśmy tam wejść, niemniej z zewnątrz obejrzeliśmy go z każdej strony. Następnie udaliśmy się do miejscowości Bardo Śląskie, gdzie w klasztorze pocysterskim rezydują teraz redemptoryści. Tam odmówiliśmy wspólnotowo jutrznię w pięknym kościele, a dokładniej bazylice mniejszej – ten tytuł przyznał kościołowi Benedykt XVI w 2010 roku. Następnie ruszyliśmy w dosyć długą drogę do Jemielnicy, po drodze zatrzymując się w Mosznej, gdzie obejrzeliśmy z zewnątrz bajeczny zamek z XVIII wieku. W końcu dotarliśmy do Jemielnicy. Tam zwiedziliśmy kościół Wniebowzięcia NMP, z piękną figurą Ecce Homo. Niestety, nie było proboszcza, który by nas wpuścił do kościoła, więc musieliśmy zadowolić się zwiedzeniem kościoła z perspektywy kruchty. Niemniej dosyć sporo można było uchwycić wzrokiem. Po godzinie udało nam się dotrzeć do Rud Raciborskich, gdzie fenomenalnie odrestaruowany kościół i klasztor pocysterski zrobił na nas wrażenie. Ksiądz, który nas oprowadzał, z wielką pasją i przejęciem pokazywał nam cały kompleks, wskazując na różne ciekawe elementy architektoniczne, plany budowlane i botaniczne – po prostu chodziliśmy za nim z rozdziawionymi ustami. 75 minut z nim spędzone minęło jak z bicza strzelił. W końcu dotarliśmy do Żywca, do miejsca kolejnego noclegu, gdzie najpierw odprawiliśmy Mszę Świętą, a następnie spędziliśmy miły wieczór przy grillu i nieco za dobrze dopieczonych karkóweczkach.

Dzień III – niedziela
Dzień Pański postanowiliśmy przeżyć w sposób zupełnie niezwiązany z cystersami. Po śniadaniu i ogarnięciu miejsc sypialnych udaliśmy się za granicę. Na północy Słowacji jest piękna miejscowość Żylina. Pojechaliśmy tam, jednak nie z powodu walorów estetycznych. Tam bowiem mieści się „Ponoviciat Dona Boska”, czyli analogiczny do naszego lądzkiego Postnowicjat Towarzystwa Salezjańskiego. W domu postnowicjackim odprawiliśmy Mszę Świętą, zjedliśmy obiad i spotkaliśmy się ze wspólnotą na kawie. Ich wspólnota, podobnie jak i nasza, jest otwarta na inne narodowości, stąd jest u nich jeden Białorusin i jeden Polak. W okolicach godziny 14.30 trzeba się było pożegnać i ruszyć w drogę powrotną. Zatrzymaliśmy się jeszcze w Sanktuarium Matki Bożej Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich na nieszpory i na kolację w Tarnowskich Górach, po czym ruszyliśmy już bezpośrednio do naszej lądzkiej alma mater.

To był piękny czas. Dziękujemy wszystkim, dzięki którym wyjazd doszedł do skutku, wszystkim, którzy nas ugościli, szczególnie gospodarzom klasztorów, a także salezjanom z Żyliny za pokazanie świadectwa innego, acz tego samego życia salezjańskiego!

kl. Rafał Chabowski SDB