Zapraszam do zapoznania się z kolejną częścią artykułów poświęconych mediom. Tym razem refleksja jest oparta na wypowiedziach pana Łukasza Kazimierczaka, redaktora “Przewodnika Katolickiego” oraz czasopisma “Króluj nam Chryste”.

Pan Łukasz rozpoczął od naszkicowania swojego obrazu obecności katolików w świecie współczenym i mediach. W dzisiejszych czasach katolik to ten, który ma mówić o aniołkach, barankach pasących się na zielonych niwach. O żadnych, tak naprawdę, poważnych rzeczach. Oczywiście to jest bzdura! Kiedyś prasa katolicka pisała o rzeczach bardziej uduchowionych. Dzisiaj trochę się to zmieniło. Nie można powiedzieć katolikowi: „Zajmij się tylko owieczkami”. Myślę, że jest tu świetnie pokazane, że nie możemy nie patrzeć na świat i nie oceniać go. Dla nas jednak kryterium oceny jest wiara, którą wyznajemy w czasie coniedzielnej Mszy Świętej.  Wiara nie ma wpływać tylko na wybrane obszary naszego życia, co próbują nam wmówić ludzie stojący w opozycji do niej. Wiara, jako nasza odpowiedź na miłość Boga względem nas, przenika całe nasze życie i nikt tej prawdy nie zmieni!

 Każdemu człowiekowi powinien przyświecać nonkonformizm, także w odbiorze informacji. Każda ze stacji MGN, inaczej podaje wiadomości, inaczej je ustawia. Polecam, jako świetne ćwiczenie, obejrzeć po kolei Wydarzenia na Polsacie, Fakty na TVN-ie i Wiadomości TVP. Dzięki temu można wysnuć ciekawe wnioski, jak te grupy interesów działają. Można się domyślać, że ogólny przekaz jest taki sam, lecz wiele zależy od tego, w co ten przekaz jest opakowany. Nie bez znaczenia jest język, którym opisywane są fakty, obrazy, które je ilustrują itd. Każde medium ma swój sposób ukazywania (kreowania) świata. Czy to znaczy, że mamy zamknąć się na środki społecznego przekazu? Skąd byśmy czerpali wiedzę o aktualnych dziejach świata? Przecież nie jesteśmy w stanie być wszędzie.

Czasy są takie, że media nie informują obiektywnie o tym, co się dzieje. Jeśli siedzi się w tym od środka, to widzi się jak są konstruowane wiadomości. Na dzień dobry jest postawienie tezy, którą wtłukuje się odbiorcom do głów. Prawdziwa sztuka dziennikarska polega na tym, że najpierw podaje się informację, a później tezy. Informację czytelnik powinien sam sobie przyswoić, a dopiero później, na dalszych stronach podaje się jej „przemiał”. Niestety media podają tylko przemielone informacje. To tak jakbyście nie dostawali surowego mięsa, lecz już gotowy kotlet. Dzisiejszy świat tak funkcjonuje. Wszystko jest dzisiaj gotowe. Może pomysł cateringu jest bardzo dobry, ale czy taki “informacyjny catering” jest korzystny dla nas? Czy jako istoty rozumne, nie powinniśmy bardziej sami dokonywać refleksji, aniżeli tylko przyjmować i asymilować ich gotowe postacie?

Wiele osób, poddając się za pewne nagonce na ludzi wierzących, uważa, że my – katolicy – nie mamy prawa komentować historii, w której uczestniczymy, czy wyrażać swojego zdania publicznie. Panująca mniejszość twierdzi, że naszą wiarę możemy „uaktywniać” tylko w kościołach, że nie wolno nam zajmować się sprawami przyziemnymi. Nie wiedząc często kim jest człowiek wierzący myślą, że interesują nas wyłącznie sprawy „tamtego” świata, a na „ten” świat jesteśmy całkowicie obojętni. Nie da się nas – katolików – wyautować z tego tu i teraz. Naszym zadaniem jest opisać to, [co się dzieje] z punktu widzenia wiary. Dekalog obowiązuje nas wszystkich. Podchodźmy do różnych wydarzeń myśląc nim.

Może się zdarzyć, że ton wypowiedzi katolickich jest trochę ostry (nazwałbym go raczej zdecydowany). W pewnych kwestiach nie możemy iść na ustępstwa i dopuścić do tego, że będziemy niezrozumiani lub nasze słowa, czyny będą przeinaczone. Niektóre sprawy trzeba jasno i dobitnie określić, jak sam Jezus. Nie możemy być tylko niewinnymi, zgadzającymi się na wszystko barankami, bo i Pan Jezus chwycił w swoim czasie za pasek i rozpędził handlarzy ze świątyni. Kiedy trzeba, trzeba pisać ostro, bo tego wymaga rzeczywistość. Słowo „katolicki” ,w nazwie zobowiązuje do zachowania łagodniejszego stylu, formy, ale nie zwalnia z rezygnacji z trudnych tematów.

Z obawy przed wyśmianiem ludzie udają, że są antyklerykałami. Dzisiaj w modzie nie jest być katolikiem, dlatego wielu celebrytów nie przyznaje się do tego publicznie. A kiedy porozmawia się z tymi ludźmi prywatnie to okazuje się, że tak naprawdę nie ma ludzi niewierzących. Czym innym są interesy, bycie miłym, lubianym, a czym innym jest to, co człowiekowi w duszy gra. Chodzi właśnie o to, aby słuchać tego, co w duszy gra. Niech te słowa bedą puentą tej części roważań o mediach. Zapraszam na kolejne!

 

Opracował: kl. Krzysztof Jaskólski SDB