Błogosławiona Piątka Poznańska, których wspomnienie dzisiaj obchodzimy, to młodzi chłopcy, zamordowani przez Gestapo podczas II Wojny Światowej. Są to: Czesław Jóźwiak lat 23, Edward Kaźmierski lat 23, Edward Klinik lat 23, Franciszek Kęsy lat 22 i najmłodszy Jarogniew Wojciechowski lat 20. W chwili śmierci poprzez zgilotynowanie (24 sierpnia 1942r.), byli dopiero u progu swojego dorosłego życia, a mimo to zostali błogosławionymi.

Ci młodzieńcy byli normalnymi chłopakami. Brzmi to dość tandetnie, ale tak naprawdę było. Ich życie nie ograniczało się do „siedzenia w kościele”. Jedni uczyli się, jak np. Czesław i Jarogniew, lecz nie można nazwać ich „prymusami”. Inny zarabiali pieniądze, by pomóc w domowym budżecie. Pracowali w firmie budowlanej, zakładzie malarskim, drogerii i warsztacie ślusarsko-mechanicznym. Nie każdy z nich miał w domu sielankę. Pochodzili z tzw. „dobrych rodzin”, w których żyło się wartościami prawdziwie ludzkimi i chrześcijańskimi. Tak na przykład Edek Kaźmierski od czwartego roku życia, tj. od śmierci taty, wychowywał się jedynie z matką i trzema siostrami. Ojciec Jarogniewa natomiast był alkoholikiem i zostawił rodzinę, gdy chłopiec miał 11 lat. I co ciekawe, z całej paczki tylko Franek chciał wstąpić do Zgromadzenia Salezjańskiego, w czym jednak przeszkodziła mu choroba. Jest to najlepszy dowód na to, że życie pobożne, życie wiarą na co dzień, nie wymusza z konieczności zostania księdzem czy zakonnikiem!

Powyższe słowa mogą nasuwać pytanie: za co zostali ogłoszeni błogosławionymi? Te historie nie wydają się opowiadać o życiu „świętoszków”. Oni najzwyczajniej w świecie oddali życie za Boga! Kościół zaliczył ich do grona męczenników, ale chyba rzeczą oczywistą jest, że śmierć za wiarę nie może się nie opierać na życiu w przyjaźni ze Zbawicielem w codzienności. „Piątka” uczestniczyła czynnie w życiu poznańskiego oratorium przy ul. Wronieckiej. To tam przychodzili po szkole lub pracy, aby uczestniczyć we Mszy Świętej, wspólnie modlić się, korzystać z sakramentów świętych, przede wszystkim Komunii i spowiedzi. Należeli do Towarzystwa Niepokalanej, w którym mieli możliwość rozwijania swojej miłości do Maryi. Jeździli na oratoryjne kolonie, brali udział w przechadzkach i wycieczkach. Grali w teatrze, a swoje talenty wokalno-muzyczne rozwijali w chórze oraz poprzez grę na instrumentach. I jak na młodych „szczunów” przystało ich wybryki rozbawiały salezjanów do granic możliwości.

Pewnego razu nieznany mężczyzna podszedł do ówczesnego dyrektora księdza Augustyna Piechury SDB: Jestem przedstawicielem wytwórni wódek. Moim zadaniem jest jeździć po Polsce i zachwalać ten towar. Sam przy tym z obowiązku sporo piję. (…) Dziś w czasie Mszy św. modliłem się do Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych, żaby mi jakoś pomogła. Po Mszy przyszła mi do głowy dziwna myśl: jeśli wieczna lampka, wisząca przed ołtarzem, teraz podniesie się w górę, uznam to za znak z nieba, rzucę pracę w monopolu i zerwę z nałogiem. Ledwie to pomyślałem, a tu lampka powoli unosi się w stronę sklepienia. To był cud, proszę księdza! Od jutra zaczynam nowe życie, a teraz proszę mnie wyspowiadać. Ksiądz dyrektor następnego dnia przywołał do siebie dwóch chłopców, którzy służyli dzień wcześniej do Mszy i zapytał, czy nie manipulowali czasami na strychu przy lince od wiecznej lampki. Tak – odpowiedzieli – Chcieliśmy sprawdzić, jak się ją podnosi i opuszcza. I tak ciekawość chłopięca spowodowała przemianę życia dorosłego mężczyzny.

O tych niezwykle zwykłych chłopaków z Poznania można by jeszcze pisać i pisać. Myślę, że są oni dla nas, dla Ciebie i mnie, przykładem pięknie przeżytej młodości. Korzystajmy ze wzoru jaki nam zostawili!!!

kl. Krzysztof Jaskólski SDB

 

Strony o Błogosławionych:

http://www.bosko.pl/wiara/Piatka-Poznanska

http://janbosko.esalezjanie.pl/strony-31.htm