Wspólnota salezjańska to rodzina. Dlatego nie brakło i nam towarzyszącej w domach rodzinnych atmosfery przedświątecznej. Zapach choinki, blask światełek w oknach, siano poruszane podmuchem wiatru przemieszczające się po klasztornej podłodze, bożonarodzeniowe szopki, świąteczne ozdoby i oczywiście porządki.

Naturalnie zaczęliśmy od uporządkowania najważniejszego pokoju. Serca, które jest świątynią Boga. Dlatego spowiednicy mieli pełne ręce roboty, ale zawsze z radością udzielali rozgrzeszenia i wspierali swoich penitentów do zdwojenia sił w walce ze Złym, który wyczuwając klimat świąt zawsze stara się namieszać.

Za radą księdza Bosko, by nigdy nie robić niczego samemu, wspólnymi siłami przygotowaliśmy się do wieczerzy Wigilijnej, która jak co roku odbyła się nieco wcześniej, aby część współbraci mogła udać się do swoich domów rodzinnych.

Po złożonych życzeniach i połamaniu się opłatkiem, zasiedliśmy do spożywania posiłków, aby nabrać sił na wspólne kolędowanie, do którego przeszliśmy zaraz po odśpiewaniu kolęd z podziałem na głosy przez wszystkich kleryków oraz krótkiej kolędnicy zaprezentowanej przez współbraci z kursu pierwszego, podczas której wręczyli listy posłuszeństwa z proponowanymi miejscami przyszłej asystencji dla współbraci z kursu drugiego. Zobaczymy czy się sprawdzą.

To był piękny czas, który pomógł nam zbliżyć się do siebie. Napełnieni tą radością, następnego dnia współbracia, którzy rozpoczęli swoją formację w Lądzie powrócili do rodzin, aby ubogacić ducha salezjańskiego i podzielić się nim w swoich domach.