Wraz z początkiem września w seminarium pojawili się tzw. „pedagodzy”, czyli studenci pedagogiki – trzeci kurs. Jednak już po kilku dniach opuściliśmy mury naszej uczelni, udając się na praktyki pedagogiczne do domów salezjańskich w północnej Polsce. Były to: Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze  w Trzcińcu i Różanymstoku, placówka opiekuńczo – wychowawcza w Poznaniu, a także dzieła w Rumi i Szczecinie (o wdzięcznej nazwie ulicy „Ku Słońcu”).

Dziesięć dni minęło bardzo szybko i pracowicie. Spędzaliśmy czas iście po salezjańsku, będąc cały czas wśród młodzieży; oczywiście nie zaniedbując przy tym modlitwy. Nasi wychowankowie byli różnorodni: od chłopców „po przejściach” w Ośrodkach Wychowawczych po dzieci w placówkach opiekuńczo wychowawczych i młodzież zamieszkującą nasze bursy i uczęszczającą do naszych szkół. Mieliśmy możliwość wykorzystania w praktyce przyswojonych wcześniej teoretycznych wiadomości, a także poznawaliśmy sposób pracy „na pierwszym froncie”.

Czas praktyk był nieoceniony jeśli chodzi o nabyte doświadczenie: nie tylko w bezpośredniej pracy z młodymi ludźmi, ale także to zdobywane podczas długich rozmów z doświadczonymi współbraćmi. Oczywiście trudno oczekiwać, by dziesięć dni wystarczyło na zdobycie wiedzy wystarczającej do podjęcia pracy wychowawczej, dlatego konieczne jest, aby studenci pedagogiki znowu zasiedli w sali wykładowej i poznawali kolejne tajniki, jakie kryje w sobie sztuka wychowania, która – chociaż jest sprawą serca – wymaga też solidnej pracy rozumu.

kl. Michał Piechota SDB