Dzięsięłupaszko małyć tysięcy ludzi, głównie młodych, ponad 40 kapłanów w koncelebrze  Mszy św. z Biskupem Polowym i Prezydent Rzeczypospolitej kroczący za lawetą   z trumną bohaterskiego Majora „Łupaszki”, wojsko, harcerze, kibice, grupy rekonstrukcyjne, rodzice z małymi dziećmi i Oni – ostatni żyjący Żołnierze Niezłomni – tak w telegraficznym skrócie można opisać niezwykłe wydarzenie, które miało miejsce w niedzielę 24 czerwca w Warszawie. Choć był to kondukt żałobny, to atmosfera przypominała świętowanie 3 Maja – ponieważ byliśmy świadkami, jak w symboliczny sposób wskrzeszona zostaje prawdziwa Polska, którą komunistyczni zdrajcy chcieli pogrzebać na zawsze wraz z jej obrońcami w bezimiennych dołach śmierci.

Gdy coś powstaje, ważne jest, by zostało nazwane, otrzymało imię. W czasie tej uroczystości Polska powstała na nowo w tym sensie, że odwrócono zafałszowany porządek rzeczy: bohaterowie zostali nazwani bohaterami, a zdrajcy zdrajcami, choć dotąd przez wiele dziesięcioleci kłamliwie okrzykiwano ich bohaterami. W tym znaczeniu to jednostkowe zdarzenie miało znaczenie niezwykle symboliczne – nazwanie wielkim bohaterem majora „Łupaszki” może i powinno być odczytane jako przywrócenie godności i honoru Polsce, o którą walczył On z sowieckimi najeźdźcami i ich urodzonymi na tej ziemi pomocnikami. Taki był wydźwięk przemówień i gestów, zarówno Prezydenta Andrzeja Dudy, jak i Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza czy przedstawicieli rodziny.

Nie mogło w tej wyjątkowej chwili zabraknąć naszych przedstawicieli – wszak to właśnie „Inka” – bohaterska sanitariuszka V Brygady Wileńskiej była salezjańską wychowanką. Byli tam zatem wykładowcy lądzkiego seminarium: ks. prof. dr hab. Zbigniew Łepko, ks. dr Jarosław Wąsowicz i ks. Tomasz Kościelny, ale byli i inni salezjanie: ks. Piotr Kępa i ks. Dariusz Husak z Warszawy oraz alumni naszego krakowskiego seminarium: diak. Łukasz Piskuła i kl. Łukasz Burnicki. W takich miejscach i chwilach warto być.

ks. Tomasz Kościelny