matka Boża w klasztorze0
Z okazji Roku Życia Konsekrowanego  w klasztorach męskich można spotkać wizerunek Matki Bożej w Częstochowskiej Ikonie. Wszędzie, gdzie jest, wzbudza niemałe poruszenie. Gdy więc w piątek obraz pojawił się w lądzkich murach, nie mogło to pozostać bez echa. Cała wspólnota, od najstarszych po najmłodszych, wszyscy byli ogarnięci jakimś odmiennym nastrojem. Niby spokój, a jednak wewnątrz kotłowały się różne emocje. Powaga przeplatała się z radością. Oto przyjechała Ona – Matka Boża, nasza Matka.

Spędziła z nami kilka szczególnych dni. Nie tylko dlatego, że w tym czasie przyjechali również chłopcy na Weekend z Księdzem Bosko. Nie tylko dlatego, że była z nami w dniu uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP. Te dni były szczególnie rozmodlone. Choć nie można zarzucić salezjanom z Lądu, że się rzadko modlą na co dzień, to przez ten weekend szczególnie często można ich było spotkać w kaplicy. Kopia Jasnogórskiej Ikony stała niedaleko tabernakulum. Trochę z boku, bo – jak zawsze – Maryja nie może przesłaniać Pana Jezusa. A jednocześnie stała w takim miejscu, że wzrok sam kierował się ku Jezusowi w Najświętszym Sakramencie. „Przez Maryję do Jezusa”. Krótkie zdanie, cztery wyrazy, dziewiętnaście znaków, ale głębia niesamowita, odczuwalna, wręcz namacalna.Matka Boża w klasztorze

Wchodząc do kaplicy o różnych porach dnia, przy Matce były jej dzieci –salezjanie; rozmawiali z Nią, czasem po prostu siedzieli i wpatrywali się w Jej oblicze, częściej jednak ściskali w ręku różaniec albo wczytywali się w lektury maryjne. Była cisza, przerywana szelestem kartek lub skrzypieniem klęcznika. Była ona tak głęboka, że już wchodząc na korytarz przed kaplicą, można było wyczuć, że dzieje się coś ważnego.

A co takiego się działo? Nic? No przecież nie było cudów, nikomu nie odrosła ręka, nikt nie odzyskał wzroku ani nawet obraz nie lewitował! Więc co się mogło dziać? Działo się – w duszach. Bo Maryja wyprasza u Boga wszystkie potrzebne nam łaski, ale szczególnie te, które są najważniejsze – czyli łaskę nawrócenia, odrodzenia duchowego, wzrostu w powołaniu, łaskę lepszego rozeznania swojej sytuacji życiowej, a wreszcie – dar umiłowania Boga ponad wszystko.

Po tych kilku dniach, z żalem, a jednocześnie pamiętając, że „więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu”, Matka Boża Częstochowska opuściła nasz klasztor. Teraz to ojcowie paulini będą z Nią przebywać. A salezjanie? To, co zyskali, przekażą młodzieży. Na większą chwałę Bożą!

Kl. Rafał Chabowski SDB